Drugie miejsce w lokalnym rankingu zajmuje mała wiejska szkółka (nawet nie gminna), gdzie w żadnej klasie nie ma więcej niż 20 uczniów. Trzecia jest (również niewielka) szkoła w wymierającym śródmieściu, ale jej sukces trzyma się na jednym nauczycielu nauczania początkowego, który ma więcej energii niż cała reszta grona razem wzięta. A ze znanych mi państwowych liceów (sześciu) najlepsze jest to najmniejsze (ok. 250 uczniów), gdzie dyrektor nie musi pytać na korytarzu ucznia o nazwisko, bo zna każdego z imienia, nazwiska i klasy.